Na gravelu w Salzkammergut
09.08.19 09:40 1032019-08-09T09:40:00+02:00Text: NoMan (Przetłumaczone przez SI)Zdjęcia: Erwin HaidenRowerem szosowym odkrywać sieć dróg leśnych i bocznych w regionie UNESCO wpisanym na listę światowego dziedzictwa ... Sprawdzone trasy świeżo połączone otwierają nowe perspektywy na okolice Jeziora Hallstatt.09.08.19 09:40 1112019-08-09T09:40:00+02:00Na gravelu w Salzkammergut
09.08.19 09:40 1112019-08-09T09:40:00+02:00 NoMan (Przetłumaczone przez SI) Erwin HaidenRowerem szosowym odkrywać sieć dróg leśnych i bocznych w regionie UNESCO wpisanym na listę światowego dziedzictwa ... Sprawdzone trasy świeżo połączone otwierają nowe perspektywy na okolice Jeziora Hallstatt.09.08.19 09:40 1112019-08-09T09:40:00+02:00W powietrzu unosi się nuta arniki, do tego cykoria i jasnota, wszystko to zapakowane w ciepły, pikantny bukiet świeżego siana. Moje zmysły robią radosne fikołki. Powraca niezaprzeczalne wspomnienie ciepłych dni mojego dzieciństwa: tak pachnie lato! Mój teatralnie głęboki oddech Bernhard Höll odwdzięcza się śmiechem. „Tak, u nas siano się jeszcze wiesza, nie zwija się go w plastik.”
Wczoraj szum drzew, cykanie świerszczy i migotanie jeziora. A dziś jeszcze małe kopczyki siana. Jestem blisko siódmego nieba.
W rzeczywistości nasz pobyt ma całkiem przyziemny charakter, a nasz towarzysz wykonuje dość prozaiczny zawód – niemniej jego zaangażowanie i zapał do pracy zwłaszcza na początku lata niekiedy przybierają niemal nadziemskie rozmiary. Jesteśmy w Salzkammergut w Górnej Austrii, dokładniej: Bad Goisern, a organizator imprez sportowych Bernhard Höll przez dwa dni pełni rolę naszego przewodnika.
'Hüfla' zamiast balotów kiszonki
Pierwotność w Salzkammergut ma wiele twarzyKomu to wyda się znajome i kto się zastanawia, dlaczego zespół, który od dwóch dekad każdego lata relacjonuje Salzkammergut Trophy, w ogóle potrzebuje kogoś, kto oprowadza go wokół Hallstättersee: Tym razem wszystko jest inaczej. Bo tym razem nasze kierownice są wygięte w dół, a nasze rowery sztywne. Tym razem odkrywamy Salzkammergut rowerem gravelowym.
Zainspirowani dyskusją, która powstała po naszym ostatnim raporcie regionalnym, miejscowi organizatorzy turystyki po prostu rozszerzyli ofertę tras o kilka pętli gravelowych. I zaprosili nas — sceptycznych co do przydatności Salzkammergut jako regionu gravelowego ze względu na stromiznę i szorstkość znanych nam dróg leśnych — aby przejechać te trasy jeszcze przed ich oznakowaniem na początku sierpnia.
kierownica typu drop, rama szosowa, opony gravelowe
Nie trzeba wiele, żeby odkryć świat na nowoNa razie Bernhard Höll przygotował trzy trasy o łącznej długości około 140 kilometrów i 3 500 metrów przewyższeń. I oczywiście kierownik tras Salzkammergut Trophy miałby jeszcze więcej wartosciowych wariantów w zanadrzu. „Ale teraz najpierw trzeba zobaczyć, jak to wszystko zostanie przyjęte” — mówi mężczyzna z Bad Goisern odpowiedzialny za nowe trasy i stare problemy, który w jeździe na gravelu głównie po drogach publicznych ceni nie tylko połączenie możliwości szutru i asfaltu, lecz także stosunkowo prostą sytuację prawną.
Przez dolinę Weißenbacha
Wycieczka do Chorinsky Klause z późniejszą panoramiczną przejażdżką przez Wieczną Ścianę (30 km/740 m przewyższenia) ma na celu rozgrzewkę, zapoznanie się i delektowanie się widokami.
Nazwa "Weißenbachtalrunde" jest w gruncie rzeczy nieco myląca, bo opisuje tylko pierwszą z dwóch zawartych pętli po zachodniej (Weißenbachtal) i wschodniej (Predigtstuhl) stronie rzeki Traun.
Tylko: kto w obliczu całego tego krajobrazowego przepychu i atmosferycznej wspaniałości miałby się zatrzymywać przy takich czysto nazewniczych subtelnościach?
My również podjęliśmy pętlę dla początkujących w kierunku Brunntalalm i w górę do Ewigen Wand jako początek naszej gravelowej podróży. Przez dzielnicę Wildpfad wkrótce spokojną, boczną drogą dotarliśmy do Weißenbachwirt. Po rozwidleniu drogi do Chorinsky Klause wspinaliśmy się po dosłownie „wyprasowanym” żwirze na umiarkowanym podjeździe w kierunku budowlano-historycznie godnej uwagi instalacji do spławiania drewna.
Drzewa rosły gęsto, paprocie bujnie, droga łagodnie się wiła. Tylko tu i ówdzie nagłe urwiska dawały do zrozumienia, że pozornie całkiem uroczy Weißenbach po naszej prawej może być również zupełnie inny.
Gdy warzelnie soli w Bad Ischl i Hallstatt przeżywały swój rozkwit, a pozyskiwanie drewna opałowego dla energochłonnego wydobycia soli było gospodarczo najważniejsze, baronowie soli niewiele potrafili zrobić z krystalicznie czystym górskim potokiem, który w stosunkowo szerokiej niecce Brunntalalm romantycznie rozgałęzia się po łąkach.
Pierwsze drewniane budowle poprzedzające, służące tratwie, czyli spławianiu ściętych pni za pomocą uprzednio spiętrzonego wezbrania wody, pochodzą więc już z wczesnego XVI wieku. W latach 1809–1819 wzniesiono wreszcie kamienny bastion, poświęcony morawskiemu szlachcicowi i prezydentowi Izby Dworskiej Ignazowi Carlowi hrabiemu von Chorinsky, który zachował się do dziś, jest w pełni sprawny i nie bez powodu objęty ochroną zabytków.
Jego masywne kamienne ciosy, precyzyjne prowadzenia i mniej lub bardziej ręcznie wykonane detale robią niemałe wrażenie. To samo dotyczy bezpośrednio otaczającej przyrody, która oscyluje między uroczymi alpejskimi łąkami a stromo opadającymi blokami skalnymi.
Razem z malowniczo położoną Klausstube, naiwnie trzepoczącymi motylami i niezmordowanie cykającymi świerszczami tworzyło to idyllę zanurzoną w letnim cieple, którą mogliśmy opuścić tylko z ciężkim sercem. Ale nic na to nie poradziliśmy. W drugim etapie wycieczki czekała w końcu kolejna atrakcja dla nas i naszych rowerów gravelowych!
Dlatego żwawym krokiem i po miejscami wyboistej nawierzchni wyjechaliśmy ze strony Weißbachu z doliny i dalej po ścieżce rowerowej wzdłuż Traun ruszyliśmy w kierunku Lauffen ...
Przy okazji rzeka niosąca ekstremalnie dużo wód roztopowych prawie nam w tym miejscu pokrzyżowała plany — jej stan wody już groźnie przelewał się poza skarpę brzegową. W końcu jednak pozostawiła wąską brodę, dzięki czemu mogliśmy uniknąć objazdu drogą krajową. Ale cóż to był za imponujący hałas i bulgot w okolicy Wilden Lauffen, bystrzy Traun!
W dzielnicy Anzenau zaczynał się czterokilometrowy podjazd na Ewigen Wand. 400 metrów przewyższenia sprawiło, że przedsięwzięcie było naprawdę wysiłkowe; względnie dobry żwir jednak jednocześnie trzymał wymagania w ryzach.
Dopiero przy wejściu na spektakularny szlak panoramiczny, z powodu kilku nałożonych na siebie skał, trzeba było rower nieść. Ale cóż — ten odcinek podczas Salzkammergut Trophy sprawia większości uczestników kłopoty nawet podczas zjazdu na rowerze górskim. Dlaczego więc mielibyśmy go pokonać pod górę na rowerze szosowym?
Ścieżka piesza wydrążona w samych pionowych ścianach skalnych Predigstuhl nie jest czytelnikom Bikeboard bynajmniej nowością. Wczesny dowód (wybudowana w latach 1954–1956) turystycznej dalekowzroczności, otwiera fantastyczny widok na kotlinę Goiserer i jezioro Hallstättersee aż po Krippenstein, któremu co roku w ramach Salzkammergut Trophy oddajemy hołd w obrazie i słowie.
A jednak ten "Shared Trail", którym dzielą się nie tylko turyści i rowerzyści górscy, ale także wspinacze, e-bikerzy, szkolne wycieczki i wielu innych szukających wypoczynku, wciąż kryje niespodzianki. Tym razem były to nasze własne wrażenia:
Kto by pomyślał, że wąski pas, przejeżdżany na wąskich oponach, wyda się jeszcze węższy? Kto by uwierzył, że poręcz z liny stalowej wygląda jeszcze bardziej filigranowo, gdy opiera się o nią rower szosowy? Dlaczego tym razem tunele były tak ciemne, a prowadząca dalej Sagenweg tak surowa? Czy kilka centymetrów skoku zawieszenia i szerokości opony, kilka stopni odchylenia kąta i zmiana pozycji na siodełku naprawdę mogą powodować takie różnice w postrzeganiu?
Od schroniska Rathluck'n mieliśmy znów asfalt pod kołami i przed sobą zjazd z widokiem na jezioro i śnieg oraz z szybkimi zakrętami — typowy, idealny teren dla roweru szosowego. Do samego Goisern intensywne wrażenia z dużej wysokości zostały już strawione. Czas i miejsce na kawę, pucharek lodów i ciasto w cukierni Maislinger!
W ogóle — jedzenie. Jak wiadomo, podobnie jak picie, łączy ono ciało i duszę. Dla kogo mogłoby więc być ważniejsze fizyczne i psychiczne dobro niż dla osób aktywnych fizycznie, które z powodu niezliczonych napływających na nie bodźców zmysłowych stoją również przed dużym wyzwaniem umysłowym?
Tak więc słuszne są nasze lukullowskie uczty w gospodach, kawiarniach, restauracjach serwujących specjały i piekarniach (por. wskazówki dotyczące przystanków).
To, co jednak wieńczy atmosferycznie kulinarne przyjemności podczas naszego pobytu, to nastrojowe otoczenie Agathawirtu. Hotel rowerowy od samego początku i, jak wskazują marmurowe portale wejściowe oraz ścienna fontanna (1623), prawie 400 lat stary, nad zabytkowym zespołem historycznych murów, dawnych technik rzemieślniczych i wiekowych drzew czuwa szefowa Andrea Schenner, zawsze w dobrym humorze, ze świadomością jakości oraz niezbędnym wyczuciem, nie zapominając przy tym o wymaganiach współczesnej branży hotelarskiej — od basenu, trawnika do opalania i niewielkiej strefy wellness, przez przestronne pokoje położone przy ogrodzie, aż po kreatywnie interpretowaną kuchnię austriacką.
Wokół Sarsteina
Kolejna świeżo skoszona łąka — szczęście mi dziś dopisuje. Tym razem siano nie jest powieszone, lecz leży starannie rozłożone na całej zielonej powierzchni.
W międzyczasie przekroczyliśmy granicę i mamy przed sobą Loser z jego charakterystycznym, twierdzo-podobnym wapiennym szczytem. Od Oberlupitsch, skąd wyrzuciły nas gęste lasy i szemrzące wody Leislingu, leży przed nami jak malowane styryjskie Salzkammergut: po lewej i prawej rozciągają się stoki Sandling i Sarstein, które łagodnie opadają w kierunku Altaussee oraz Bad Aussee. Za nimi — Trisselwand i Ahornkogel — najbliżsi przedstawiciele Toten Gebirge, naprzeciw pozdrawiają Zinken i Rötelstein. Między nimi wciąż małe zalesione pagórki wystające z bujnej zieleni kotliny: Tressenstein, Gallhofkogel, Rauherkogel ... A to migotanie tam na zewnątrz — czy to możliwe, że to Grundlsee?
Trasa wokół Sarsteinu, nasza dzisiejsza wycieczka o długości 44 kilometrów i przewyższeniu 875 metrów, jest wyjątkowo przystępną dla szerokiego grona i urozmaiconą pętlą przez wewnętrzne Salzkammergut, która jakby zaczyna się i kończy tuż przed drzwiami Agathawirta.
Najpierw pokonuje się najpłaskszą możliwą trasę z Goisern do Aussee: dziko-romantyczna, przyjemnie zacieniona leśna droga wzdłuż potoku Große Zlambach przez Leisling, tuż poniżej imponujących Pötschenwänd. Potem następuje pofałdowana jazda po cudownie cichych, malowniczych drogach bocznych: przez Hinterlupitsch i Lichtersberg wjeżdża się do Altaussee, przyozdobionego drewnianymi detalami i kwiatami, a następnie, po dotarciu nad brzeg Traunu, podąża się równie urokliwą trasą R19 przez Obertressen do Bad Aussee.
Bluatschwitz
Tak potocznie nazywa się ekstremalnie stromy, kręty i aż do niedawna wybrukowany odcinek prowadzący do Bad Aussee. Biada temu, kto będzie musiał podjeżdżać pod wspomnianą ulicę Sigmund‑Freud‑Straße!Na rogalika z orzechami w Kurcafé Lewandofsky można spokojnie pozwolić sobie, zanim z szykownego centrum Ausseerlandu przez stosunkowo niedawno wyremontowany przełęcz Koppenpass droga najpierw okropnie stromo pnie się w górę, potem przyjemnie płasko wiedzie, a w końcu coraz bardziej zbiegając w dół prowadzi do Koppentraun i z powrotem do Górnej Austrii.
Tutaj szlak rowerowy Salzkammergut zmienia swoje oznaczenie z R19 na R2, a nawierzchnia z asfaltu z powrotem na tłuczony kamień. W wąskiej dolinie, którą krystalicznie czysta woda przez miliony lat wyrzeźbiła, tu i ówdzie wciąż przylegają do podłoża ostatnie języki śniegu. Jaką siłę naprawdę miały wyjątkowe ilości opadów minionej zimy, pokazuje nam chwilę później Koppenbrüllerhöhle: źródło krasowe w części wejściowej, z którego czasem ledwie kapie pojedyncza kropla, ryczy i pieni się, wyrzucając tak niesamowite ilości wody, że zasypuje pod sobą szlak turystyczny udostępniający jaskinię.
Salzkammergut Trophy — trasa treningowa C dla rowerów gravelowych
Trzecia trasa gravelowa w zestawie zaczyna się tak, jak kończyła poprzednia: na wyjątkowej drodze wzdłuż wschodniego brzegu. Użytkowana na równi przez rowerzystów i pieszych od 2008 roku, ta trasa wzdłuż odcinka Hallstättersee wolnego od ruchu samochodowego zasłużenie zagościła w sercach rowerzystów z całego świata. Niezależnie od tego, czy jest to odcinek Salzkammergut Trophy przejechany w trybie wyścigowym, czy wycieczka rekreacyjna przyprawiona przystankami na zdjęcia, wizytą w schronisku lub kąpielą: nikt nie oprze się urokowi trasy częściowo żwirowej, częściowo poprowadzonej jako galeria lub spektakularny most osadzony w skale, z jej widokami w dół na jezioro, panoramami na Hallstatt, Krippenstein czy nad wodę oraz spojrzeniami w ogródki przed domami, salony i kąpieliska miejscowych.
Jeśli te dziesięć kilometrów dzień wcześniej stanowiło piękne zwieńczenie urozmaiconej wycieczki, to teraz, przejechane w przeciwnym kierunku, są idealnym dystansem, by w stylu rozgrzać się przed finałowym królewskim etapem (66 km/1 980 m przewyższenia).
Z Koppenwinkel — małym rezerwatem przyrody u stóp Dachsteinu w Obertraun z spokojnie leżącym jeziorem, budzącym respekt świadectwem osuwiska skalnego i rozmaitymi tryskającymi źródłami krasowymi — sielanka trwa dalej. Potem jednak koniec zabawy — czeka dolina Echerntal.
Początkowo jeszcze (grubo) asfaltowana i łagodnie wznosząca się, ta przejezdna alternatywa prowadząca do Hallstätter Salzberg przy osiągnięciu żwiru (który później ponownie zostanie zastąpiony nawierzchnią asfaltową) wyraźnie zaostrza się. W wąskim wcięciu między potężnym Hirlatz a stromą ścianą Echern zaczyna mi robić się coraz cieplej, i stało się, co musiało: prawa ręka wkrótce bezskutecznie przesuwa manetkę w lewo ...
Ale otoczenie hojnnie wynagradza nasze trudy. Im wyżej wchodzimy, tym bardziej rozszerza się kotlina, w której się znajdujemy. Z tyłu otwierają się pierwsze widoki na Hallstatt i jezioro o tej samej nazwie, z przodu dociera już do nas huk i szum licznych wodospadów.
To, że pod kamiennym mostem łączącym z Salzberg czeka imponujący Waldbachstrub, jest znane z niejednego uczestnictwa w Trophy. To, że w czasie roztopów małe strumyki mogą urastać do niespodziewanych rozmiarów, należy również do wiedzy powszechnej. Ale sama pierwotna siła, z jaką nawet zwykle niepozorne strużki wdzierają się w dół dziko rycząc, głośno dudniąc i pryskając wodą, zaskakuje nawet najbardziej odpornych miejscowych, a mianowicie Bernharda Hölla. "Takiego czegoś jeszcze nie widziałem," mówi nasz przewodnik, stojąc przed tym widowiskiem przyrody co najmniej tak samo zafascynowany i pełen czci zdumienia jak my.
To, co by teraz jeszcze nastąpiło, to notorycznie złej sławy podjazd na Roßalm – znany także z tras A, B i C Salzkammergut Trophy – z nieprzyjemnie gruboziarnym żwirem i bardzo stromymi ostatnimi kilometrami włącznie. Potem szybki, płynny zjazd leśną drogą do jeziora Gosau wraz z dwoma przeciwstawnymi podjazdami i wymarzonym panorama na Dachstein i grzbiet Gosaukamm; oraz finał przez "d'Gosing" – Hintertal, Mittertal, Vordertal – i Gosauzwang z końcowym sprintem wzdłuż zachodniego brzegu.
Jednak już przy Durchgangalm natknęliśmy się na pokaźne resztki minionej zimy. "Nie ma przejazdu," już o świcie relacjonował Bernhard, dlatego przy Waldbachstrub szybko zawróciliśmy i wykorzystaliśmy zaoszczędzony czas na przystanek w Koppenrast.
"Gravel i Goisern — czy wam to pasuje?" pyta projektant trasy po dwóch i pół dniach jazdy terenowej w regionie światowego dziedzictwa UNESCO. Nasza odpowiedź: dla osób o sportowym usposobieniu tak. Kto się pomyli w ocenie trasy albo generalnie nie radzi sobie z dłuższymi podjazdami, w Salzkammergut nawet przy najstaranniejszym wyborze trasy będzie musiał się wielokrotnie zatrzymywać. Wszystkim innym rower gravelowy daje szansę odkryć unikalny krajobraz na drogach bocznych, ścieżkach rowerowych i szutrowych trasach – częściowo zupełnie na nowo ...
Informacje i adresy
| Przez dolinę Weißenbacha |
| Wokół Sarsteina |
| Salzkammergut Trophy — trasa treningowa C dla rowerów gravelowych |
| Informacje i adresy |




