Filipiny: Kręcenie pedałami między palmami a Pacyfikiem
06.04.26 16:34 12026-04-06T16:34:00+02:00Text: Thomas Bauer (Przetłumaczone przez SI)Zdjęcia: Thomas BauerPrzeżyjcie z podróżnikiem i autorem Thomasem Bauerem Filipiny na dwóch kółkach i dajcie się oczarować magią „Diwatas” i „Encantos”!06.04.26 16:34 332026-04-06T16:34:00+02:00Filipiny: Kręcenie pedałami między palmami a Pacyfikiem
06.04.26 16:34 332026-04-06T16:34:00+02:00 Thomas Bauer (Przetłumaczone przez SI) Thomas BauerPrzeżyjcie z podróżnikiem i autorem Thomasem Bauerem Filipiny na dwóch kółkach i dajcie się oczarować magią „Diwatas” i „Encantos”!06.04.26 16:34 332026-04-06T16:34:00+02:00W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego
trzeszczy z głośników promu.Na Filipinach wznosi się modlitwę ku niebu, zanim podejmie się przeprawę – pozostałość 300-letniego panowania Hiszpanów. Filipiny są największym krajem katolickim w Azji.
Na Camotes, zwanych »Wyspami batatów«, wskakujemy na rowery górskie. Jazda na rowerze na Filipinach: to wciąż niezwykłe połączenie. Przemawia za tym wiele: w czasie niemieckiej zimy tutaj panuje pora sucha z przyjemnymi 28 stopniami. Drogi są doskonałe, podjazdy umiarkowane, w kwestii jedzenia łączy się wpływy z Tajlandii i Indonezji z lokalnymi atutami – przede wszystkim słodko-soczystymi ananasami, mango i papają. I prawie zawsze w pobliżu słychać szum Pacyfiku.
»Hello!«, »¿Cómo estás?« i »What's up, bro«: witają nas w kilku językach, gdy pędzimy przez wieś. Dzieci rzucają się ku nam, młodzież macha do nas. W strojach rowerowych i w kaskach wyglądamy jak kosmici. Życie na Camotes toczy się na drogach i przy ich krawędziach: tu terkoczą skutery, tu jaskrawo kolorowe »Jeepneys« przewożą ludzi za niewielką opłatą do sąsiedniej wioski. Kto może, otwiera sklep albo choćby stragan przy drodze i próbuje coś sprzedać. Psy, przyzwyczajone do hałasu ruchu drogowego, przestraszają się, gdy przejeżdżamy obok nich, ale pozostają zaskakująco spokojne.
Dopiero na znacznie większej wyspie Bohol na drogach robi się miejscami ciasno. Za to odpowiada ponad 1 000 stożkowatych „Chocolate Hills”: porośnięte trawą kopce krasowe, które latem przybierają czekoladowobrązowy kolor i przyciągają turystów przez cały rok. Są tu też tarsjusze wielkości zaciśniętej pięści, których twarz wydaje się składać z samych oczu. Mimo to na Bohol robimy swoje kilometry! Nasz zwinny przewodnik rozdaje banany i wodę, potem popycha nas okrzykami „Ghee!” — co oznacza „No to jedziemy!”. Okolica mknie obok mnie, przenika przeze mnie: mozolnie uprawiane pola ryżowe, jak i wielometrowe palmy kokosowe, namorzyny i drzewa mango. Nie mogę napatrzeć się na to, co mam tu obficie podane. I ledwo zauważam, że pokonujemy 80 kilometrów i więcej dziennie.
Spośród 7 641 filipińskich wysp zaledwie niecałe 900 jest zamieszkanych. Większość mieszkańców jest młoda, wzrost liczby ludności, zwłaszcza na obszarach wiejskich, jest ogromny. Filipiny są jedynym państwem na świecie, w którym rozwód jest prawnie zabroniony; małżeństwo służy przede wszystkim rodzeniu dzieci. Sama aglomeracja Manili liczy 25 milionów mieszkańców.
Z miejskiego zgiełku na „mistycznej wyspie” Siquijor niemal nic nie dociera. Nastrój na stosunkowo niewielkim Eilandzie jest spokojny. Może za to odpowiadają rzekome tutaj czarownice i czarodzieje. Jednak ceremonia „uzdrowiciela” w jego zaniedbanej chatce mnie niespecjalnie przekonała: dmuchał w szklankę z wodą, którą kręcił wokół mnie. Potem wylewał ciecz — a wraz z nią podobno moją „negatywną energię”. No cóż.
Dlatego objeżdżamy wyspę rowerem – 75 kilometrów wzdłuż Pacyfiku. Połączenie białych piaszczystych plaż, wyniosłych palm i falowania oceanu jest trudne do przebicia. Po pół dnia, podczas którego robię zdjęcia na potęgę, jestem skłonny uwierzyć w »Diwatas« i »Encantos«, o których na Siquijorze mówi tak wiele osób. Podczas gdy przypominające wróżki »Diwatas« żyją w koronach drzew, »Encantos« są duchami opiekuńczymi morza. Do dziś filipińscy rybacy po dobrym połowie wrzucają owoce do wody, aby okazać im wdzięczność. Wiara w ożywioną naturę jest zrozumiała w kraju, który leży bezpośrednio na Pacyficznym Pierścieniu Ognia – z wulkanami, trzęsieniami ziemi i tajfunami jako zjawiskami towarzyszącymi.
Na rozciągłej wyspie Cebu ruch wzrasta, aż w samej stolicy o tej samej nazwie przybiera apokaliptyczne rozmiary. Na całych Filipinach istnieje zaledwie jedna linia kolejowa; poza nią jeździ się samochodami lub motorowerami według zasad, które Europejczykom trudno zrozumieć. Kiedy nie siedzą w pojeździe, Filipińczycy przeważnie są uprzejmi i powściągliwi, co sprawia, że region ten jest przyjemnym miejscem do podróży. Za przyjazną fasadą jednak często toczy się walka: wielu pracuje w warunkach, na widok których niemiecki działacz związkowy rwałby włosy, wykonując równocześnie dwie lub trzy prace. Inni zarabiają na chleb jako OFW – „Overseas Filipino Worker” – głównie w maszynowniach statków wycieczkowych. Spośród ośmiu milionów Filipińczyków mieszkających za granicą niemal połowa żyje w Stanach Zjednoczonych, z którymi od zakończenia II wojny światowej utrzymuje się bliska więź.
550 kilometrów i 6 000 metrów przewyższenia mamy już za sobą, gdy jemy kolację w Cebu City. Czas minął o wiele za szybko. Każda wyspa, którą przejechaliśmy, ukazała się nam inaczej. To nie turystyczne „hotspoty” zrobiły na nas największe wrażenie. Często są zatłoczone i mimo to niezbyt spektakularne. Co zaś wyróżniało naszą podróż: drogi i ścieżki zatopione w bujnej roślinności, pod którymi pochylają się krzewy i drzewa. Szum i szemranie nigdy daleko oddalonego Pacyfiku. I znów ludzie, którzy nas pozdrawiają, uśmiechają się do nas, zagadują i wyraźnie cieszą się, że tu jesteśmy. Całe to soczyste, gwarne i kipiące życiem życie na tych tropikalnych wyspach, które z każdym dniem coraz bardziej na nas przechodziło. No i to dopiero coś!
Ramka informacyjna
| Dojazd | np. liniami Cathay Pacific z Frankfurtu przez Hongkong do Cebu |
|---|---|
| Najlepszy czas na podróż | styczeń do kwietnia (pora sucha) |
| Organizacja | W Niemczech np. Hauser (www.hauser-exkursionen.de), w Cebu City od ponad 20 lat „Bugoy Bikers” (www.bugoybikers.com), ze świetnymi rowerami górskimi i anglojęzycznym przewodnikiem. Dwutygodniowa wycieczka rowerowa z odwiedzaniem wysp (wyspy Cebu, Camotes, Bohol, Siquijor i Negros) za ok. 4 000 euro (w tym lot). |
| Trudność | umiarkowana |
| Z czym trzeba się liczyć | Szczególnie w miastach panuje gęsty ruch. Widać brud i ubóstwo (chaty z falistej blachy, zaniedbane psy). |
| Dlaczego warto | Do zalet Filipin należy to, że angielski wystarcza w wielu sytuacjach; mieszkańcy są przyjemnie nieuciążliwi. Sieć drogowa jest bardzo dobrze rozwinięta. Oferta restauracji i hoteli obejmuje obiekty od prostych po bardziej ekskluzywne. Filipiny to niezwykle tani kraj do podróżowania – często ceny są w porównaniu z Niemcami niższe nawet o 90%. |
| Więcej informacji | Podróżnik Thomas Bauer opublikował 15 książek o swoich wyprawach. W lutym 2026 ukaże się „Abenteuer Asien” w wydawnictwie MANA. |
Thomas Bauer w trasie 2026
| Data | Miejsce |
|---|---|
| 24.4. | NEUFAHRN, Biblioteka gminna |
| 22.9. | HORN-BAD MEINBERG, Park kuracyjny |
| 23.9. | ENNIGLOH, Universum |
| 26.9. | TUTZING, Roncallihaus - 50. urodziny |
| 19.11. | MÜHLDORF AM INN, Liceum Ruperti |
| 25.11. | MÜNCHEN, Biblioteka gminna Neubiberg |
Thomas Bauer na YouTube:
https://www.youtube.com/user/literaturnest/featured






